Bezsilności

Nie – radzenie sobie. Fascynujący temat. Jak tak może być, że chcę i pragnę, a nawet postanowię, tylko po to, by ulec. Mam szerokie spektrum uległości i słabości, a przyznawanie się do nich skręca mnie i wywołuje uczucie nagości. Niewielu ludziom w życiu mówię o swoich słabościach. Praktycznie nikomu. To pewnie wynik pychy. „Stawiłem sobie pomnik..”. Ta. Rzecz w tym, że nie mam pojęcia o rzeźbiarstwie, więc ten kolosik wygląda dość zabawnie i chwieje się przy powiewach.

W wyniku czytania za dużo i za szybko, na każde zdanie, które wymyślę, pojawia się piętnaście sprzecznych komentarzy. Jakbym to dyktował dla Jamesa Joyca, to nie pisałby strumieniem tylko świadomościospadem.

Właśnie trwam w decydowaniu. Na szczęście nie jestem sam i mam z kim się dzielić doświadczeniem wewnętrznego zmagania. Co prawda sam na sam z decyzją i jej potomnymi stoję, ale mam z kim rozmawiać.

W kwestii wyboru i wolności przyznaję egzystencjalistom racje. Łatwiej się poddać biegowi wydarzeń, przynajmniej w chwili zderzenia z koniecznością wyboru. Takie poddanie jednak, przyniesie, prędzej czy później, swoje konsekwencje. Jest jednak atrakcyjne, bo decydowanie przywołuje grozę ryzyka i chaosu.

Ryzyko właściwie takie groźne nie jest, głównie ze względu na to, że składa się ze zwycięstwa i porażki. Chaos trochę tak, bo jest synem czasu. Czas jest bezlitosny, a jaki ojciec, taki syn. To chyba porażka, której możliwość stanowi o ryzyku, a raczej skupienie się na nieskończonej liczbie wariantów życia, które porażką się kończą, jest zniechęcająca do działania. Pokusa, by jeszcze na jakiś czas oddać wolność jest silna, ale mógłbym w tym utonąć i nigdy nie robić czegoś z wewnątrz.

Postanowiłem się nie poddawać tej pokusie i razem z tą decyzją następują kolejne i kolejne. Nieźle, tego właściwie chciałem. A tu nagle bęc – fiksacja porażki staje przed oczami. W życiu trochę jak w planszówkach. Nieco się planuje i szykuje – w tej części jest porządek. Istnieje też i chaos – rzut kością, pierwsza z brzegu karta, cokolwiek, co jest symbolem losowości. Adaptacja to chyba klucz do życia z sensem, sensownego życia. No i klucz do zwycięstwa w planszówkach.

JMW Turner, A Ship against the Mewstone

Bardzo lubię ten obraz. Jest ryzyko, jest chaos, jest i ster i żagle i ręce marynarzy i decyzje do podjęcia. A najlepszy jest moment, kiedy na sekundę dostrzegam piękno. Piękno obrazu i piękno tej kondycji życiowej.

Wracając do bezsilności. Ha, jestem słaby. Marynarze też są słabi, szczególnie w porównaniu do wiatru i fal oraz ogromnej skały dzielącej ich od domu. A jednak mają ster i żagle, kierunek i zwrot i wolność, by rzucić wszystko w cholerę i się rozbić, albo podjąć wysiłek i zobaczyć, co przyniesie decyzja.

Mamy szczęście, że potępienie słabości to kłamstwo. Powoli uczę się doceniać i szanować słabości. „Moc bowiem w słabości się doskonali.”  

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s